niedziela, 28 października 2012

Poranek i szkoła

Zadzwonił budzik, Jest szósta rano, poniedziałek. Dzień znienawidzony przez każdego, ale ja już się przyzwyczaiłam. Wstałam i od razu pościeliłam łóżko. Poszłam do toalety opłukać twarz wodą. Weszłam do kuchni , a tam już siedziała moja kochana mama. Była smutna. Podeszłam do niej :
- Mamo , co się stało ? - zapytałam
- Nie będę ci głowy zawracać, skarbie.
- Mamo, powiedz. Chcę ci pomóc.
- Dobrze... - mamie poleciała łza - Wyrzucili mnie z pracy, nie mam jak utrzymać domu.- mama się rozpłakała.
Objęłam mamę. Byłam zaskoczona . Nie pytałam już o nic, bo wiedziałam, że nie będzie to łatwy temat dla mamy.
Spojrzałam na zegarek 6:40. Poszłam do pokoju się ubrać. Gdy byłam już ubrana w moje za luźne spodnie, po mamie i czerwoną koszule, poszłam do kuchni zrobić sobie kanapki z dżemem i herbatę. Weszłam do kuchni, zrobiłam sobie śniadanie i powoli przełykając rozmyślałam, dlaczego, to akurat moje życie musi być takie beznadziejne. Rodzeństwo śpi , mama płacze, z ojcem nie rozmawiam. Fantastycznie pomyślałam ... Wzięłam plecak, ucałowałam mamę i ruszyłam do szkoły.
Szłam sobie powoli ... Nic dla mnie nie istniało, tylko ja. Gdy weszłam do szkoły, akurat zadzwonił dzwonek, informując, że jest godzina 8 i czas zacząć lekcje. Nie mam żadnej przyjaciółki , ani koleżanki. Nie jestem lubianą osobą, wręcz przeciwnie, każdemu zawadzam. Gdy minęło 6 godzin tej męczarni. Wróciłam do domu, rodzeństwo przybiegło mi na powitanie...

1 komentarz:

  1. bardzo ciekawe jest to co piszesz:) pisz cześciej bo juz nie moge się doczekać:) POzdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń